ciasna i ponura
PustaMiska - akcja charytatywna pustypokoj - akcja charytatywna
RSS
piątek, 27 stycznia 2012
Teatr jednego aktora

Czyli o tym, jak wróciłam do domu o 8:45 rano i czułam, że już mi wystarczy wrażeń na cały dzień. 

Dzidź niby wyszedł z domu bez większych protestów, ale kiedy tylko dowiedział się, że nie zabieramy ze sobą do przedszkola sanek, zaparł się, że nigdzie nie idzie. Przez całą wyjątkowo długą dziś drogę musiałam go na zmianę nieść, pchać przed sobą lub ciągnąć. A On przez całą drogę zapierał się, płakał i wrzeszczał.

Pół nocy nie spałam - najpierw dlatego, że synuś kaszlał, a potem, bo się wybiłam ze snu. Kiedy przed samym budzikiem udało mi się wreszcie zdrzemnąć, śnił mi się głupi sen, erotyczny w dodatku, z bardzo nieodpowiednią osobą w głównej roli męskiej.

Drugi dzień z kolei odwiedziłam miejscowy urząd i sąd, nie koniec jednak na tym - w poniedziałek czeka mnie jeszcze jedna wycieczka tą samą trasą. Oby ostatnia, przynajmniej chwilowo. A potem spotkałam się spontanicznie z dawno nie widzianą A., wypiłyśmy po piwku i taka zawiana (wstyd! wstyd!) pobiegłam odebrać dziecko z przedszkola.

Płaszczyk przymierzyłam przy okazji całkiem śliczny, wyprzedażowy, niestety o rozmiar za wąski (34), więc musiałabym chodzić w nim na permanentnym wdechu. Nie chciałam.

I tak się właśnie robi nic, tracąc przy tym całe dnie i tygodnie.

:/

18:01, chaotyczna
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 stycznia 2012
Znamy się tylko z widzenia

A jedno o drugim nic nie wie. Tym bardziej, jeśli gugle nie chcą pomóc. Inna rzecz, że ostatnio za każdym razem trafiamy na siebie akurat wtedy, kiedy mam pryszcza na czole, albo durną czapkę na tymże.

Miotają mną dzisiaj skrajne emocje, w większości te gorsze. Rozczarowanie, rozdrażnienie, zniechęcenie, nagłe przypływy rozpaczy, zawziętość, upór i przekora. Jestem brzydka i warcząca, pyskata i opryskliwa. Wrrr. Bez kija nie podchodź, z kijem też nie -  pogryzę w drzazgi.

Ważne jest to, że udało się pomóc naszym s-ckim zwierzakom przetrwać zimę - po raz kolejny. Na drugim biegunie ciąży dzisiejszy poranny paskudny atak Stwora. Dla zachowania równowagi chyba.

Osobistemu korektorowi, dbającemu o poprawność ortograficzno-gramatyczną mysich tekstów dziękuję za uznanie i Jemu dedykuję niniejszy wpis, kimkolwiek jest. I nie, żebym się nie domyślała.

Zatoki mam tak zapchane od kilku tygodni, że już głowa zaczyna mi lecieć do przodu od ich ciężaru. Mogłabym pójść do lekarza, ale: jeśli trafię na pana M., dostanę skierowanie do specjalisty co oznacza kolejnych kilka tygodni męczarni; jeśli pójdę do pani M., usłyszę, że to nic takiego, mam nosić czapkę i pić rutinoscorbin. A tyle to akurat mogę sama z siebie, bez tracenia czasu w poczekalniach.

Chaos mam w głowie. Niesamowite...

(A powinnam mieć odrobinę rozumu).

20:54, chaotyczna
Link Dodaj komentarz »
Bal się odbył

Karnawałowy. Dzidź w ogóle nie planował wziąć w nim udziału, chociaż koniec końców bawił się nieźle. Za to ile kilometrów zeszłam ja w poszukiwaniu poszczególnych elementów stroju... Niełatwo kupić dla dziecka czarną bluzeczkę i rajstopy, bez aplikacji. Mało popularny kolor w pewnym przedziale wiekowym. Bluzka, spodnie i buty Myszki zostały przeze mnie własnoręcznie przerobione, uszy i ogon zaś zrobione od podstaw. Wygląd Dzidzia nie budził jednak wątpliwości, więc chyba się udało.

;)

14:21, chaotyczna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 stycznia 2012
Niewierna

Sama podłożyłam nogę blogaskowi zakładając drugiego i jakoś wcale nie pomagam mu się pozbierać. Okazało się, że dialog lepiej mi wychodzi, niż monolog. Przyjemniej w odczuciach własnych. Żal mi trochę, że tak się dzieje, bo jednak kawał życia tu zawarłam. Siedem lat. No, ale nikt mnie nie zmuszał do przeprowadzki, prawda?

Dziecko chore, przeziębione, od tygodnia siedzi w domu. Z jednej strony grzeczniejsze, bo nie powtarza na bieżąco durnych zachowań zaobserwowanych w przedszkolu, z drugiej jednak po całych dniach i nocach na mojej wyłącznie głowie, wołającej, przy okazji, o kolor.

Wczoraj zaległam w pościeli z książką, a kiedy zgasiłam już światło, dopadł mnie gniot straszliwy, bezimienny i długo nie pozwolił zasnąć. Szum za oknem nasuwał mi na myśl atak bombowców. Chyba mam nową fobię, o straszliwej nazwie - wojna. Nieustanny bulgot, charkot, chrapanie i mlaskanie z drugiego pokoju każdej nocy trzyma mnie w napięciu i każe nasłuchiwać, czy to przypadkiem nie atak choroby Stwora. Na tym polu też coraz ze mną gorzej. Kiedy wreszcie zapadłam w drzemkę, obudził się Dzidź i rozpoczął przeprowadzkę do mojego łóżka, zażyczył sobie pić przy okazji, a że nie mógł oddychać, trzeba było jeszcze go nieco przetkać nasiwinem. I niby wstajemy o godzinach tak późnych, że wołających o pomstę do nieba, ale żaden to wyczyn, zważywszy, że ma miejsce po nieprzespanych nocach. A jak tu spać, będąc kłębowiskiem tylu nerwów i lęków?

Duszę się samą sobą.

Przypomnę w tym miejscu, że moje bardziej optymistyczne (i zdecydowanie bardziej bieżące) JA można znaleźć na wspomnianym już OMMO. Gdyby ktoś usychał z tęsknoty.

12:21, chaotyczna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 stycznia 2012
Ciepło Pani/Panu w domu?

Głosuje się TUTAJ. Do dziś bardzo skutecznie i szerokim łukiem omijałam Facebooka...

:-/

09:08, chaotyczna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 stycznia 2012
To ja?

To naprawdę ja sprowadziłam tu ten śnieg? Wieczorem życzenie, o poranku spełnienie - kiedy wyjrzałam przez okno, ujrzałam biel. Niestety, szybko topniejącą. Kiedy weszliśmy do przedszkola Dzidź miał nogawki spodni mokre do kolan. Ja swoje do pół łydki. Było wstręnie, wilgotno i mżyło, żeby nie powiedzieć, że waliło z nieba siarczyście czymś mało przyjemnym. W te rzeki i jeziora na ulicach, chodnikach i trawnikach.

Kiedy wyszliśmy po południu z przedszkola w dyżurnych spodniach (te poranne nie zdołały wyschnąć), pierwsze co Dzidź zrobił, to wylądował z impetem - całym sobą - w kałuży głębokiej po kostki. Musieliśmy wrócić i się przebrać, kompleksowo (jedyną suchą częścią Jego garderoby były majty), w zapasowy strój i pożyczone spodnie. I teraz zagadka: co zrobił mój syn, kiedy, już suchy, wyszedł ponownie z przedszkola? A otóż wskoczył z rozpędu w tę samą kałużę, w której dopiero co leżał...

Żołądek mnie boli i uszła ze mnie resztka sił - cały zapas przewidziany na mijający dzień.

Na koniec będzie tak zwana aluzja. Do aluzji zresztą. Mam jednego ulubionego poetę, którego najbardziej cenię za prostotę słowa, przy jednoczesnej niesamowitej celności wypowiedzi. 
Dlatego proszę. Nie mówić do mnie niedopowiedzeniami. Nie kazać mi się domyślać. Nie sugerować. Chyba się starzeję, bo nie mam do tego cierpliwości. Należy walić wprost albo nie mówić wcale.

Ale pojechałam...

:-@

20:47, chaotyczna
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Bylejakość

Wydawało mi się, ba! byłam pewna, że z nowym rokiem, prężnym krokiem, że wystrzelę jak rakieta, trzykrotnie okrążę Ziemię i triumfalnie wyląduję w Nowym. Innym, lepszym. Łudziłam się. Nie tylko nie chce mi się tak samo, a może bardziej, ale jeszcze ta szarość zaokienna mnie dobija. To, co całkiem niedawno cieszyło, teraz mija mnie obojętnie. A najdziwniejsze jest to, że niby dni coraz dłuższe, a ja codziennie później gaszę lampę o poranku.

Smutno jakoś. Jednak zima, mimo wszystko, chyba powinna być biała.

21:50, chaotyczna
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 stycznia 2012
Alternatywnie
15:33, chaotyczna
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 stycznia 2012
Styczniowy listopad

Po wiośnie nastąpiła jesień, taka anomalia pogodowa, wcale mi się nie podobająca. Przed wejściem do przedszkola drzewa zakwitły baziami, ale na tym przejawy wiosny się kończą. W głowie i w sercu też ślad po niej nie został. A szkoda. Jakieś ciężkie chmury przysłoniły świat.

Dzidź uwielbia prace plastyczne, przy czym bez względu na to jakich używa materiałów - kredek, farbek czy plasteliny - uznaje wyłącznie kolor czarny. Bez wyjątku. Jeśli w holu przedszkolnym pojawiają się na tablicy nowe prace dzieci, na których to ptaszki dziobią ziarenka z plasteliny, i na wszystkich tych obrazkach ziarenka są kolorowe, a na jednym tylko czarne co do sztuki, to ja od razu wiem, która praca jest mojego synusia. Za to nie wiem co o tym myśleć.

Obiecałam dziecku, że jutro będziemy się razem uczyć piosenki Boba Budowniczego. Ktoś ma chęć dołączyć?

22:29, chaotyczna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 stycznia 2012
I jeszcze

A propos wiosny. Bo jak wiosna, to się kicha, jak się kicha, to idzie się do apteki po krople na katar. A w aptece Pan Tomek, który ZAWSZE wygląda, jakby dopiero co zwlókł się z łóżka, a o którym zupełnie zapomniałam. W sensie, że tam pracuje i że taki (mimo wiecznego zaspania) ładny. W sercu wiosna też by się przydała.

Z tego przeziębienia głos mam coraz bardziej seksi. Mogę śpiewać. Chyba sąsiadeczki namówię na powtórkę wieczoru panieńskiego, w końcu mamy karnawał.

19:51, chaotyczna
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 120